To był ten poranek, w którym spadł pierwszy śnieg. Siedziałam w poczekalni cierpliwie czekając na swoją kolej na badania. Nic takiego, ot profilaktyka. Z prawej siedziała kobieta ze swoim ojcem, który „zdawał” test glukozowy. Z lewej matka z dwójką dzieci, które pełne napięcia jakby podświadomie wiedziały co je czeka za zamkniętymi drzwiami punktu pobrań. I jeszcze było kilku innych oczekujących, którzy ospale wpatrywali się w przeciwległą ścianę. Raz po raz zerkałam na telefon, czy aby nie przyszedł komunikat od niani, że mój 3-miesięczny synek już pełen żalu i desperacji woła mamę. Cisza na morzu, nic się nie działo, nudy na pudy. Cisza w poczekalni, cisza w telefonie…cisza przed burzą.

W pewnym momencie wstała jedna osoba i podeszła do stojącego pod ścianą automatu vendingowego wydającego po wrzuceniu monet napoje, słodycze i inne smakołyki dla miłośników śmieciowego jedzenia lub zdesperowanych głodnych, którym w momencie zagrożenia życia przed wygłodzeniem wszystko jedno. -„Ojej, wrzuciłam złotówkę i automat mi ją fizycznie zwrócił, ale naliczył, hahaha, wrzucę jeszcze raz i zobaczymy co się stanie!” – z głośnio wykrzyknęła szczęśliwa kobieta, jakby usprawiedliwiając to, co zamierza zaraz zrobić. W końcu wszyscy z kolejki widzieli, że moneta została wrzucona u góry i zwrócona dołem. „Nie do wiary, znów mi automat zwrócił złotówkę i już mi naliczył dwa złote. O, to sobie wezmę batonika!” –  rzekła pękająca z dumy szczęściara. Batonik wypadł za darmo, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to owa pani rozpoczęła rozbijanie automatu swoją jakże przebiegłą sztuczką .”- Jeszcze skitelsy wezmę dla taty.” – tłumaczyła nam wszystkim, a ja nie wierzyłam w to co wiedzę. Kiedy pakowała „wygraną” żywność do torebki, przy automacie stała już kolejna osoba testująca swój „fart dnia”. Automat i dla niej okazał się przychylny – wydawał co leciało, a moneta ciągle wracała do właściciela. „- A wezmę jeszcze puszeczkę tego napoju, to się chłopak ucieszy.” – rzekła głośno kolejna obdarowana przez los osoba, szybko wsuwając puszkowany napój energetyczny do torebki.

Kiedy do automatu znów zbliżyła się pierwsza Pani nie wytrzymałam. „- Czy wie Pani, że ktoś będzie musiał za to zapłacić?  To przecież jest kradzież.” – powiedziałam głośno i zdecydowanie. „- Ale ja chcę kupić, przecież widzi Pani, że wrzucam pieniążki” – odpowiedziała miła Pani z rozbrajającą skruchą po czym szybko wróciła na swoje miejsce, z żalem patrząc na utracone możliwości „wygrania” kolejnych fantów. W końcu zostało tam ich jeszcze trochę.

Drzwi punktu pobrań się otworzyły, to była moja kolej. Po zakończeniu badania, przechodząc koło szczodrego automatu zauważyłam numer telefonu do serwisu, który znajdował się w widocznym miejscu tuż przy miejscu, gdzie wrzucało się monetę. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby tam zadzwonić zamiast rabować w biały dzień? Nie wahając się ani chwilę zadzwoniłam i poinformowałam o awarii. Do momentu przybycia serwisu, pani z recepcji przygotowała karteczkę informującą o awarii i historia się skończyła.

Wychodząc na zewnątrz naszła mnie refleksja. Oddychając mroźnym, zimowym powietrzem zadawałam sobie różne pytania. Jak mamy w społeczeństwie żyć w zgodzie, jak mamy się nawzajem szanować i być wobec siebie uczciwi,  jeśli dorośli ludzie kradną w biały dzień, bezczelnie jeszcze komentując to co robią. Dlaczego nikt inny z kolejki nie zwrócił im uwagi, a wręcz zaczął naśladować naganne zachowanie, a reszta dawała ciche przyzwolenie? Jeżeli w tak błahych sytuacjach pokusa nadużycia jest tak wielka, to co będzie w sytuacji znacznie poważniejszej? Strach pomyśleć, ale przy nadziei trzymają mnie słowa Czesława Niemena, że „ludzi dobrej woli jest więcej, i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.

Dlatego, gdy widzimy, że ktoś coś źle robi – upominajmy, bo tak jak śpiewa Faithless – „Inaction is a weapon of mass destruction„. Swoją drogą – polecam ten kawałek! :)