• Rzeczywistość nie jest kolorowa – ciała kobiet po ciąży„,
  • Jak wygląda kobiece ciało 24 godziny po porodzie?„,
  • Jak ciąża zmienia ciało? To prawdziwe zdjęcia PRAWDZIWYCH KOBIET. Są oszpecone?” ,
  • Kobieta karmiła dziecko piersią w metrze. Zobacz reakcje pasażerów

– to tylko przykładowe nagłówki z mnóstwa obecnie krążących w sieci. W treści tych artykułów znajdziemy zdjęcia, czy filmy kobiet, które „odważyły” się pokazać swoje ciało w ciąży, po ciąży, w trakcie (!) lub po porodzie. Kobiet, które w ramach prowokacji, czy innych pobudek chcą pokazać, że publiczne karmienie piersią jest normalne. Urządzane są konkursy dla mam karmiących na najlepsze zdjęcia przy piersi. Oglądałam, czytałam, zastanawiałam się, co o tym wszystkim myśleć. Początkowo nie miałam zdania – zbierałam informacje, czytałam opinie, by móc na to wszystko spojrzeć z dystansu i wyrobić własne zdanie.

Również jestem mamą dwójki maluchów. Byłam w ciąży, urodziłam (zapraszam do wpisu: Jak urodziłam i nie zwariowałam), karmiłam córeczkę 1,5 roku, a synka karmię już 5 miesięcy. W pierwszej ciąży szybko wróciłam do formy, po drugiej (czyli obecnie) zostało mi tu-i-ówdzie. :) To „tu-i-ówdzie” pokazuję sama sobie w lustrze, żeby zmotywować się do intensywniejszej pracy nad powrotem do jędrnego i płaskiego brzuszka. Rozstępów na szczęście nie mam (choć mama, ciocie, babcie miały) dzięki temu, że w ciąży bardzo dobrze się odżywiałam, nawadniałam, ruszałam i smarowałam kremami przeciw rozstępom. Pilnowałam się, aby po porodzie dobrze wyglądać. Patrząc na swoje ciało zdaję sobie sprawę z tego, że do ideału mu brakuje. Nie chce mi się jednak obecnie za bardzo ćwiczyć i mojego lenistwa raczej nie chciałabym pokazywać publicznie.  Tak, lenistwa – trzeba nazwać rzeczy po imieniu.

I tu mogą się pojawić głosy, czym jest ideał – bo przecież każdemu może się podobać coś innego. Tak i nie. Ja tutaj nie chciałabym wchodzić w szczegóły i dywagacje, bo szkoda dzielić włos na czworo. Myślę, że znakomita większość osób zapytana anonimowo wskazałaby zdjęcie osoby po prostu ze zdrowym ciałem. Piszę, że ananimowo, a najlepiej jeszcze osób bez wbitych do głowy sugestii typu „wolny kraj”, którym trzeźwą ocenę nie przysłaniałaby poprawność polityczna.  

Obwisły brzuch, z rozstępami to nic pięknego, nic zdrowego i nic inspirującego. To przykład lenistwa i zaniedbań w trakcie ciąży, ale też długo przed nią. Pokazując publicznie swoje pozostawiające wiele-do-życzenia umęczone ciążą i porodem ciało mówimy całemu światu – „Patrz, ale mi się nie chce z tym nic robić! Wynosiłam, urodziłam i teraz basta – odpoczywam – należy mi się, a Wy ludzie nie patrzcie na mój brzuch krzywym okiem, tylko zachwycajcie się jak wygląda piękne ciało PRAWDZIWEJ KOBIETY (jak głosi jeden z nagłówków).” Oczywiście inaczej sprawa się ma z kobietami, które umieszczają zdjęcia przed i po – to jest inspirujące i brawo za determinację do powrotu do formy! Tak więc nie popieram akcji „ciało kobiety po porodzie/po ciąży”, która pokazuje kobietę jako ofiarę macierzyństwa, usprawiedliwiając jej wygląd zamiast motywować do powrotu do formy. Moim zdaniem akcja jest szkodliwa, demotywująca dla młodych, przyszłych matek i dająca ciche przyzwolenie na taki wygląd obecnym mamom. To tak jakbyśmy zrobili akcje: „Oto dłonie kobiety po sprzątaniu.” Brudne? To trzeba umyć, a nie pokazywać całemu światu jak to się bardzo napracowałam, nie mam już siły i chęci na mydło i wodę.

I znów mogą pojawić się głosy, że przecież ktoś nie ma siły, nie może, jest chory, żeby ćwiczyć, że takie ma geny itp. Oczywiście, oprócz nielicznych przypadków, które faktycznie mają poważne problemy, znakomita większość może się ujędrnić. Tak, ujędrnić – nie koniecznie chudnąć. Ja przed 2-gą ciążą ważyłam 53 kg, w ciąży przytyłam do 74 kg, a po 5 miesiącach ważę już 61 kg. I powiem tak, choć nie mieszczę się w większość moich super fajnych ubrań, w które przez lata tyle „inwestowałam” :), to podobam się sobie w rozmiarze M/L. Potrzebuję się jednak ujędrnić (brzuch, uda, pośladki) i będę super laska! ;) Nie chcę wracać do poprzedniej wagi, choć jak się to stanie to znajdę inne plusy tego stanu rzeczy. Chciałam tylko tutaj podkreślić, że o wiele apetyczniej wygląda ciało z większą masą, ale jędrne niż chude, żylaste z naciągniętą skórą i wystającymi bądź nie mięśniami. I nie chodzi o to, czy ktoś ma anatomicznie zbyt wąskie ramiona, czy za duże biodra – chodzi o jędrność. Jędrność to zdrowie, to pięknie wyglądająca kobieta.

A co w przypadku publicznego karmienia piersią? Przez okres 1,5 roku kiedy karmiłam piersią zdarzyło mi się raz, że jakaś osoba zwróciła na mnie uwagę. Był to przejeżdżający na klekotającym rowerze na wpół trzeźwy sympatyczny menelek, który widząc mnie karmiącą (w sumie nie wiem jak on to dostrzegł, bo główka dziecka była przykryta pieluszką) zawołał ze śmiechem: A załapię się na drugą? Musze przyznać, że ogarnęła mnie lekka konsternacja i rozbawienie. :) Nic nie odpowiedziałam, pan sobie pojechał swoją drogą, a ja zostałam z myślami związanymi z tym zdarzeniem. Nie zaprzątałam sobie jednak nimi głowy zbyt długo, dopóki znów nie pojawiły się w sieci memy, akcje i inne przedsięwzięcia mające na celu… no właśnie, co?

Co mają na celu zdjęcia mam karmiących swoje pociechy? Po co przygotowywane są różnego rodzaju prowokacje mam karmiących w miejscach publicznych? Czy ma to na celu oswoić innych nie-karmiących mężczyzn i kobiet z widokiem piersi kobiecych w innej roli? Ale po co? Temat znów bardzo złożony. Karmiąc córeczkę, a później synka zazwyczaj robiłam to w domu. Jeżeli byłam gdzieś na zewnątrz, to karmiłam w samochodzie. Jeżeli nie byłam ani blisko domu, ani samochodu to znajdowałam ustronne miejsce na ławce w parku, a ostatecznie w toalecie (zazwyczaj wybierałam większą, dla niepełnosprawnych i wcale się z tym źle nie czułam, choć oczywiście doceniłabym miejsce z pomieszczeniem dla matki z dzieckiem ).

Karmiąc w miejscu publicznym – czyli na ławce w parku, w restauracji, a też zdarzało mi się w samolocie to robiłam to w sposób w miarę dyskretny, nie rzucający się w oczy, przykrywając pierś i główkę dziecka pieluszką lub apaszką. Karmiłam też z tej strony, żeby główka dziecka była skierowana do osób mogących siedzieć lub przechodzić obok. Bluzkę do karmienia miałam też taką, że mogłam podciągnąć ją lekko do góry, a nie naciągać dekolt (jak wiadomo przy tej drugiej technice, wystawiamy całą pierś). Było to dla mnie oczywiste, nie musiałam edukować się w tym zakresie. Nigdy nie spotkała mnie z tego tytułu żadna nieprzyjemność – nie zwracałam na siebie po prostu uwagi, bo nie chciałam jej zwracać. Ja szanowałam siebie i innych, inni szanowali mnie. Mówiąc, że siebie szanowałam mam na myśli brak eksponowania piersi wszem i wobec (dzięki odpowiedniemu ubraniu, zawsze przygotowanej pieluszce i wybieraniu takiego miejsca i strony karmienia, żeby było to dyskretne).

Inna kwestią, której raczej nikt nie poruszał w propagandowych treściach, to szacunek do dziecka, jego i matki intymności w tych pięknych chwilach razem. Bo karmienie piersią to nie tylko dostarczanie pokarmu, ale również budowanie bliskości. A szkoda budować ją byle gdzie i byle jak. Karmienie to patrzenie dziecku w oczy, trzymanie za rączkę, czy stópkę. To głaskanie po główce i mówienie czułych słów. To momenty, które są wyłącznie między matką, a dzieckiem i nie przeznaczone dla publicznych oczu. Bo publiczne oczy mogą być różne – mogą wysyłać nam różne komunikaty. Kobietom, które nie mogą mieć dzieci lub z jakiś względów nie mogą karmić może być przykro. Młodzi chłopcy mogą się podśmiewać z podpatrzonej piersi (mają do tego prawo, taki wiek), a jeszcze inni mogą oceniać – fajna, niefajna pierś, duża, mała, jędrna, obwisła itp. Nie oczekujmy od wszystkich, którzy będą świadkami naszego karmienia, że westchną i powiedzą: „Jaki piękny widok!” – zapomnij. Tak mogą tylko pomyśleć inne matki, zwłaszcza te karmiące – a ile ich jest? A co z mężczyznami i ich biologią? Tylko mężczyźni z najbliższego grona matki karmiącej mogą mieć „czyste” myśli widząc ją podczas tej czynności. Bardzo fajnie zachowuje się mój mąż, gdy zdarzy mi się karmić w publicznych miejscach. To on pilnuje, żeby mnie i dziecko okryć, siedzi też zaraz obok, czuwając, żeby przypadkiem nikt i nic nie zakłóciło nam tej naszej chwili intymności. Robi to podświadomie.

Nie miałabym ambicji zmieniać wszystkich innych grup, żeby patrzyły się na mnie, matkę karmiącą przychylnym okiem, życzyły wszystkiego dobrego i podały jeszcze szklankę wody. To ja mam się dostosować do większości społeczeństwa, a przede wszystkim słuchać swojej intuicji, a nie propagandowej gadki, która ma na celu tylko wywołać skrajne emocje, wzbudzić kontrowersje, podzielić społeczeństwo (patrz: Trzymaj balans). Raz na jakiś czas wrzucane są do sieci „ochłapy” pod przykrywką wielkiej misji społecznej – komentarzy nie ma końca, emocje sięgają zenitu. Jedni się w pełni identyfikują z promowaną akcją – robią zdjęcia, czy oblewają kubłem zimnej wody w imię wyższych celów. Hello?! Wszyscy zdrowi?  Można wspomóc leczenie chorych na stwardnienie zanikowe boczne przez przekazanie darowizny – nie trzeba lać się wodą. Można spokojnie karmić w miejscach publicznych (kiedy jest to absolutnie konieczne, bo nie mamy innego lepszego miejsca) robiąc to w sposób dyskretny, z poszanowaniem dla oczu i uczuć innych ludzi, szacunkiem dla siebie i intymności swojego dziecka – nie trzeba od razu ostentacyjnie obnażać się na zdjęciach, filmach, czy faktycznie w danym miejscu. Szkoda czasu, szkoda nerwów, słuchajmy więcej siebie, a mniej innych.